Kiedy ludzie mówili 75 000 języków

9

We współczesnym świecie istnieje około 7000 żywych języków. Każdy z nich stanowi unikalne archiwum kultury, historii i wiedzy lokalnej. Jednak liczba ta może stanowić tylko niewielki ułamek rzeczywistości, która istniała zaledwie dwa tysiące lat temu. Według nowych badań około roku 0 na planecie może być dziesięć razy więcej różnych języków.

Nie chodzi tu tylko o uwzględnienie dialektów. Jest to próba zrozumienia utraconej epoki skrajnej fragmentacji językowej.

Badanie opublikowane w czasopiśmie Science podkreśla okres od roku 1000 p.n.e. mi. i 1000 r. n.e. jako prawdziwą „złotą erę” różnorodności mowy. W ciągu krótkiego okresu dwóch tysięcy lat globalna liczba języków gwałtownie wzrosła. Potem zaczął się skurcz. Autorzy sugerują, że spadek ten wynikał z powstania państw hegemonicznych, takich jak Cesarstwo Rzymskie, które wywarło ogromną presję kulturową i polityczną na małe społeczności.

Ile języków istniało 2000 lat temu?

Oszacowanie liczby języków w prehistorii wymaga odrobiny pracy detektywistycznej. Starożytne języki nie pozostawiły po sobie prawie żadnych zapisów fizycznych. Dlatego Damian Blassey, główny autor badania i lingwista z Uniwersytetu Harvarda, wraz z kolegami zrekonstruował tę historię za pomocą metod pośrednich.

Za punkt wyjścia przyjęli erę holocenu, która rozpoczęła się około 12 000 lat temu. Eksperci szacują, że ludność świata liczyła wówczas 4–7 milionów.

Zespół przyjął dwa kluczowe założenia:
* Grupy łowców-zbieraczy były tak duże, jak podobne grupy odnotowane we współczesnych źródłach etnograficznych.
* Każda taka izolowana grupa miała swój własny, unikalny język.

Według tych kryteriów na świecie istniało prawdopodobnie od 5000 do 6000 różnych języków. Była to fragmentaryczna mozaika. Małe społeczności mówiły inaczej, nawet jeśli różnice między ich dialektami były niewielkie.

Ale liczba ta nie pozostała stała. Jak zauważono w badaniu, trajektoria zmieniła się radykalnie wraz z pojawieniem się rolnictwa. Rolnictwo umożliwiło wzrost populacji ludzkiej. Więcej ludzi oznaczało więcej grup. A więcej grup, teoretycznie, oznaczało więcej języków.

Modele komputerowe użyte w tym badaniu wykazują wyraźny wzór. W miarę rozprzestrzeniania się rolnictwa i wspierania gęstszych populacji, liczba języków wzrosła. Szczyt nastąpił między 20 000 a 75 000 języków około 2000 lat temu.

Po tym szczycie rozpoczął się gwałtowny spadek. Wciąż jesteśmy na tym zboczu.

„Widzicie, jak powoli gromadzi się różnorodność językowa i kulturowa.”

Obecnie języki zanikają w tempie jednego na kilka tygodni. Odchodzi ostatni przewoźnik, a wraz z nim znika pewien pogląd na świat.

Dlaczego nastąpił upadek różnorodności językowej?

Łatwo zrzucić winę na ostatnie 500 lat kolonializmu. Ekspansji europejskiej często towarzyszyły systematyczne próby tłumienia lub niszczenia rdzennych języków. To odegrało ogromną rolę. Jednak nowe badania pokazują, że korzenie problemu sięgają znacznie głębiej.

Homogenizacja jest naturalną konsekwencją dużych społeczeństw.

Kiedy państwa staną się wystarczająco potężne, żądają jedności. Standaryzują prawo, handel i edukację. Mniejsze grupy językowe są miażdżone niekoniecznie przez złośliwość, ale przez własne przyciąganie grawitacyjne. Blassie zauważa, że ​​samo bycie „potęgą kolonialną” nie wystarczy, aby zniszczyć różnorodność.

Państwo hegemoniczne nie powinno aktywnie niszczyć języka, powodując jego wymarcie. Wystarczy, że mówienie tym językiem stanie się ekonomicznie lub społecznie nieopłacalne. Z biegiem pokoleń rodzice przestają przekazywać język swoim dzieciom. Łańcuch zostaje przerwany.

Rodzi to niepokojące pytanie dla lingwistów i antropologów: ile ludzkiego potencjału ekspresyjnego zostało wymazane, zanim nauczyliśmy się go ubrać w słowa?

Czy brakuje nam nieznanych struktur językowych?

Większość lingwistów zakłada, że ​​języki, którymi mówi się dzisiaj, odzwierciedlają pełen zakres tego, co jest w stanie wytworzyć ludzki mózg. Zakładamy, że systemy gramatyczne i fonetyczne są ograniczone przez nasz aparat biologiczny.

Ale jeśli patrzymy tylko na ocalały fragment znacznie większej całości, to założenie może być błędne.

Gdyby istniały dziesiątki tysięcy języków, a nie 7000, nasza próba byłaby krytycznie mała. Blassie sugeruje, że możemy przeoczyć „egzotyczne fenotypy języka”. Struktury, o których istnieniu nawet nie wiedzieliśmy. Reguły gramatyczne, które wydają nam się dziwne, ponieważ żaden żyjący mówca ich nie używa.

Badamy wierzchołek góry lodowej, reszta jest ukryta pod wodą.

Ma to konsekwencje dla naszego rozumienia ludzkiego poznania. Bogatsza i bardziej zróżnicowana przeszłość językowa może oznaczać, że ludzki mózg jest zdolny do znacznie bardziej różnorodnych sposobów myślenia, niż sugerują obecne dowody. Możemy nie doceniać plastyczności ludzkiego umysłu po prostu dlatego, że nie mamy się z czego uczyć.

Kontrowersje wokół „złotego wieku”

Badanie nie jest pozbawione krytyki. Metodologia obejmuje złożone modelowanie, które nieuchronnie wprowadza zmienne, których nie można udowodnić.

Lyle Campbell, lingwista z Uniwersytetu Hawajskiego, twierdzi, że praca z odległą historią jest trudna. Po prostu nie możemy uzyskać „pewnej podstawy” dla tych starożytnych liczb. Jaka była liczebność starożytnych grup etnolingwistycznych? Czy rolnictwo zawsze prowadziło do fragmentacji, czy też czasami natychmiast konsolidowało władzę? Tych pytań nie da się ustalić z całą pewnością.

Campbell nazywa scenariusz złotego wieku „wysoce spekulacyjnym”.

Johanna Nichols, emerytowana profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, przedstawia inną, sceptyczną ocenę. Kwestionuje samą definicję tego, co w tym kontekście liczy się jako „język”.

Czy małe społeczności, które żyły obok siebie, naprawdę mówiły różnymi językami? A może używali dialektów, które płynnie się ze sobą łączyły? Nichols sugeruje kontinuum. Sieci wzajemnie zrozumiałych wariantów mowy.

„W świecie, w którym jest niewielu ludzi i nakładają się na siebie, przenikając się odmiany, mowa stanowi jedno wielkie kontinuum”.

Z tego punktu widzenia wytyczanie sztywnej granicy w oparciu o zasadę „jedna wspólnota – jeden język” jest sztuczną konstrukcją. Rzeczywistość mogła być raczej zamazanym, zmieniającym się strumieniem mowy niż izolowanymi wyspami komunikacyjnymi.

Koszt standaryzacji

Niezależnie od tego, czy będzie to 20 000, czy 75 000, trend jest wyraźny. Różnorodność była normą. Standaryzacja jest wyjątkiem.

Mamy tendencję do postrzegania naszej zglobalizowanej nowoczesności jako normy. Zakładamy, że obecna mapa języków jest naturalnym stanem rzeczy. Jednak to badanie wywraca tę narrację do góry nogami. Sugeruje to, że wysoka różnorodność językowa jest podstawową kondycją człowieka od tysięcy lat.

Powstanie państwa, imperium i ostatecznie państwa narodowego zadziałało jak filtr. Odfiltrował wszystko, co małe, lokalne i wyjątkowe.

To, co pozostaje, to tylko cień.

W miarę zanikania języków tracimy nie tylko słowa. Tracimy klasyfikacje roślin, metody nawigacji, koncepcje czasu i przestrzeni. Tracimy alternatywne sposoby konstruowania rzeczywistości. Spadkowi różnorodności językowej towarzyszy spadek różnorodności poznawczej.

Pozostało nam tylko te 7 000, które przeżyły. Reszta to duchy.

Nie ma też gwarancji, że w ciągu następnych dwóch tysięcy lat reszta nie zniknie, pozostawiając nas z jeszcze mniejszą liczbą głosów, które mogłyby nam powiedzieć, kim jesteśmy.

Pytanie nie dotyczy tylko tego, co straciliśmy. Pytanie brzmi, czego nigdy nie będziemy w stanie przywrócić.

Попередня статтяJak zrobić letnią listę książek w ramach konkursu Bingo Scientific American